Przestańmy udawać, że wszyscy kochają swoją pracę




    Jeśli jeszcze raz usłyszę „Znajdź powołanie, a nie przepracujesz ani jednego dnia w życiu”, to chyba poproszę ChatGPT, żeby napisał mi wypowiedzenie.

Idealne połączenie to „powołanie = praca”. Ile osób ma tę przyjemność? Niestety, coraz mniej. Musimy spojrzeć realnie na to, z kim współpracujemy, i powiedzieć sobie wprost: „Nie wszyscy kochają swoją pracę”, czy nam się to podoba, czy nie!

Ale czy wszyscy muszą kochać to, co robią? Chyba każdy z nas ma wśród znajomych osoby, które piszą piękne posty na LinkedIn, mówiące „Jestem niesamowicie wdzięczny, że mogę pracować 12 godzin dziennie z cudownym zespołem, który mnie inspiruje!” i wiesz, że coś jest nie tak.

O co tak naprawdę chodzi w tym wyścigu? Być może życie zawodowe stało się tak skomplikowane jak życie uczuciowe? W obu przypadkach mamy podobny scenariusz.

Stwierdzam, że często odczuwamy presję na „powołanie”, które widzimy w mediach społecznościowych. Kto nie widział rolki ludzi, którzy pełni pasji mówią o tym, jak bardzo kochają to, co robią? Mało tego, jestem jedną z nich i też pędzę.

Zjawisko to nazywam kulturą sukcesu, która ma prosty rachunek:

kultura sukcesu = rób to, co kochasz, zarabiaj na tym i jeszcze miej czas na siłownię i inne rzeczy, ale czy to zawsze jest realne...

Brzmi pięknie, ale co, jeśli zdasz sobie sprawę, że twoim powołaniem może być… po prostu święty spokój?

Nasza praca to nie bajka o nazwie "Media społecznościowe". Jedyną rzeczą, która czasem jest w nich realna, jest przerysowanie naszej rzeczywistości w memy o pracy. A szczerze? To jest prawdziwe życie 😅.

Dla jasności nie uważam, że ludzie pokazują ściemę! Pokazują najlepsze ujęcia, przecież nikt z nas nie wrzuca zdjęcia, na którym wygląda jak po uderzeniu pioruna - chyba, że chce zrobić z tego mema „Witaj, poniedziałku” 😀.

Natomiast to, czym się zajmujemy, jest realnym światem: konkretne odpowiedzialności, wyzwania, które raz powodują ból głowy, a raz uśmiech. To powtarzalne zadania, KPI, spotkania, deadline’y, briefy, egzystencjalne pytanie w Excelu: „Czy to ma sens?”.

Nie każdy może wybierać. Nie wszyscy mają komfort „szukania powołania”. Nie wszyscy pracują z miłości — wielu z konieczności. Pokora wobec tego faktu to dojrzałość zawodowa. Dla niektórych powołaniem jest stabilność, dla innych… wolne popołudnie.


I wiesz co? Dane z mojej ankiety na LinkedIn to potwierdzają... nie wszyscy pracują z powołania!

Trzeba odczarować ten mit. Zamiast myśleć „muszę kochać to, co robię”, po prostu szanuj siebie i to, co robisz. Praca może być satysfakcjonująca, nawet jeśli nie jest ekscytująca. Można nie kochać pracy, ale czuć się w niej dobrze.

Przestańmy więc udawać. Praca to nie zawsze powołanie. Czasem to obowiązek, czasem wybór, a czasem po prostu coś, co pozwala żyć po godzinach. I to też jest w porządku.

A teraz szczere pytanie: kiedy ostatnio przyznałeś się komuś, że po prostu robisz swoją robotę? Bez powołania, bez inspiracji — ale z poczuciem, że to ma sens?


#felieton #HRopowiada #HR

Komentarze